Wciąż nie ma porozumienia między dyrekcją Wojewódzkiego Zespołu Lecznictwa Psychiatrycznego w Olsztynie a osiemnastoma lekarzami, którzy z końcem lutego odeszli z pracy. — Jeśli dam lekarzom podwyżkę, pozostałe grupy zawodowe zapowiedziały, że też wystąpią z żądaniami płacowymi — mówi Jan Citko, dyrektor szpitala.
>>> Protest w szpitalu psychiatrycznym - zobacz film i zdjęcia!
>>> Połowa lekarzy odeszła ze szpitala psychiatrycznego
Negocjacje dyrekcji szpitala psychiatrycznego w Olsztynie z 18 psychiatrami, którzy od 1 marca przestali pracować w szpitalu, trwają już drugi tydzień. Lekarze żądali podwyżek, których nie zgodził się im dać dyrektor szpitala. Teraz chcą wrócić do pracy, ale pod warunkiem, że dostaną większe pieniądze. — Lekarze oczekują wzrostu płac o tysiąc złotych od maja i gwarancji, że w przyszłym roku ich wynagrodzenia wzrosną o co najmniej tyle procent, o ile wzrośnie budżet NFZ — mówi Karol Siergiej, mecenas reprezentujący 18 lekarzy.
Jan Citko, dyrektor szpitala, jest skłonny spełnić te żądania, ale pod pewnymi warunkami, na które z kolei nie chcą się zgodzić lekarze. — Jestem gotów dać lekarzom po tysiąc złotych już od maja, mimo że początkowo planowaliśmy stopniowy wzrost płac w ciągu roku do tysiąca złotych — przyznaje Jan Citko. — Nie mogę jednak zagwarantować im podwyżek w kolejnych latach. Chciałbym, żeby warunkiem podwyżek w przyszłym roku było zrealizowanie tegorocznego kontraktu.
Dyrektor szpitala ma też kolejny problem. — Zgłosiły się do mnie pozostałe grupy zawodowe: pielęgniarki, psycholodzy, psychoterapeuci. Powiedzieli, że jeśli dam podwyżki lekarzom, to oni także liczą na wzrost płac. A ja naprawdę nie mam na ten cel pieniędzy... — wzdycha dyrektor Citko.
Agnieszka Deoniziak
>>> Połowa lekarzy odeszła ze szpitala psychiatrycznego
Negocjacje dyrekcji szpitala psychiatrycznego w Olsztynie z 18 psychiatrami, którzy od 1 marca przestali pracować w szpitalu, trwają już drugi tydzień. Lekarze żądali podwyżek, których nie zgodził się im dać dyrektor szpitala. Teraz chcą wrócić do pracy, ale pod warunkiem, że dostaną większe pieniądze. — Lekarze oczekują wzrostu płac o tysiąc złotych od maja i gwarancji, że w przyszłym roku ich wynagrodzenia wzrosną o co najmniej tyle procent, o ile wzrośnie budżet NFZ — mówi Karol Siergiej, mecenas reprezentujący 18 lekarzy.
Jan Citko, dyrektor szpitala, jest skłonny spełnić te żądania, ale pod pewnymi warunkami, na które z kolei nie chcą się zgodzić lekarze. — Jestem gotów dać lekarzom po tysiąc złotych już od maja, mimo że początkowo planowaliśmy stopniowy wzrost płac w ciągu roku do tysiąca złotych — przyznaje Jan Citko. — Nie mogę jednak zagwarantować im podwyżek w kolejnych latach. Chciałbym, żeby warunkiem podwyżek w przyszłym roku było zrealizowanie tegorocznego kontraktu.
Dyrektor szpitala ma też kolejny problem. — Zgłosiły się do mnie pozostałe grupy zawodowe: pielęgniarki, psycholodzy, psychoterapeuci. Powiedzieli, że jeśli dam podwyżki lekarzom, to oni także liczą na wzrost płac. A ja naprawdę nie mam na ten cel pieniędzy... — wzdycha dyrektor Citko.
Agnieszka Deoniziak