Moja walka z nałogiem

2010-10-28 00:00:00

Papieros - pogromca człowieka - jak coś tak banalnego może zniewolić nasz intelekt - zabierając nam zdrowie, pieniądze, nie dając nic w zamian poza złudzeniami. Dopadł mnie na pierwszym roku studiów - nowa sytuacja, nowi ludzie, nerwy, niska świadomość szkodliwości nałogu, młodość.

Inni w akademiku już palili i tak poleciało. Po ukończeniu studiów- praca, rodzina, problemy, stresy, brak silnej motywacji do rozstania się z nałogiem - mimo że kilka razy próbowałem. Truliśmy się wszyscy nawzajem, w pracy, na naradach ,uroczystościach, nawet na spartakiadach sportowych, meczach piłkarskich, a także w domu - trując domowników.

Był wszędzie z nami w doli i niedoli, jako coś nieodzownego dla naszej egzystencji. Tak to leciało przez 32-lata, aż do roku 2002. Należę do tych którzy mieli szczęście nie odwiedzać lekarzy, a tym bardziej szpitali do"50"tki, ale do czasu.

W grudniu 2002 roku trafiłem do szpitala - diagnoza brzmiała: tętniak podudzia lewej nogi. Czy miało to związek z "papierosem" - nie wiem, ale 3 tygodniowy pobyt i obserwacja życia szpitalnego sprawiły, że postanowiłem podjąć walkę z nałogiem na poważnie. W szpitalu nie paliłem, ale inni współtowarzysze niedoli nie żałowali sobie korzystając ze szpitalnych sanitariatów.

Obserwowałem jak znacznie starsi ode mnie "kuracjusze" z ledwością poruszający się o własnych siłach tracili zdrowie paląc, krztusząc i zachłystując się dymkiem ukochanego papieroska.

Pomyślałem wówczas że takiej okazji i motywacji mogę już szybko nie mieć. Przecież to istna paranoja absurdów: pracujemy by kupić truciznę, w efekcie tracimy zdrowie, leczymy się i znowu palimy - błędne koło.

Strach, stres czy wytrzymam jak wrócę do pracy, gdzie "zdrowo popalałem", a z drugiej strony chęć sprawdzenia samego siebie, zmierzenia się z tym czymś, drugą stroną mocy - nawykiem, pokusą, niepaleniem.

Obserwacje szpitalne i stres przedoperacyjny pozwoliły mojej podświadomości skutecznie zaprotestować przeciwko mojej słabej woli i świadomości tolerującej nałóg palenia. Wróciłem do pracy z paczką papierosów - tak na wszelki wypadek - ale z silnym postanowieniem na NIE.

Postanowiłem wówczas, że muszę przetrwać pierwszy dzień bez papierosa, a później to już poleci. Tak też się stało. Następne dni nie były jednak wcale dużo łatwiejsze niż pierwszy. Ale już wiedziałem, miałem już tę przewagę, że to ja decyduję, a nie CSMocy - nie zapaliłem, nic się nie stało, sukces.

Na co musiałem szczególnie uważać, aby tej walki nie przegrać? Wiedziałem że w moim rozkładzie dnia/doby, są takie okresy/godziny, w których zapotrzebowanie na papierosa było największe i na te momenty postanowiłem uważać i zdecydowanie je ignorować - nie daj się skusić, nic się nie dzieje, nic się nie stanie - za chwilę pokusa osłabnie.

Z dnia na dzień pokusa była coraz mniejsza - zaczęła dominować pewność że CSM jest bliska "nokautu"i coraz częściej zapominałem o papierosie. I tak już przez 8-lat. Od dnia pobytu w szpitalu do dzisiaj nie wypaliłem ani jednego, ale jeżeli ktoś myśli że CSM skapitulowała raz na zawsze, to może się pomylić.

Sytuacje życiowe, te radosne i te niemiłe - szczególnie nagłe, bardzo często potrafią osłabić/oszukać wolę człowieka - przynęta: jak wypalę/wypiję jednego, to się nic nie stanie - znana jest powszechnie. To jeden z chwytów CSM. Kolejny chwyt to iluzja, że można rzucać nałóg na raty, zmniejszając z dnia na dzień ilość wypalanych papierosów - nic bardziej mylnego.

Przyjdzie dzień, że wrócisz do "normy"- paczka lub dwie na dobę. Jeżeli chcesz zerwać z tym czy każdym innym nałogiem - to nie daj mu żadnej szansy i zachowaj czujność, nie daj się uśpić nadejdzie czas, że będziesz mógł go spokojnie ignorować.

Aktualnie stuknęła mi 60-tka, cieszę się dobrym - jak na ten wiek - zdrowiem i sprawnością fizyczną - czego życzę wszystkim uczestnikom walki z nałogiem. Nie dajcie się otruć, wszak w naszym kraju trucizn ci dostatek.

Dlaczego postanowiłem opisać swoje doświadczenia z tej "walki"?. Być może pomogę wielu pokonać ten nałóg uświadamiając im bezsens palenia i meandry walki z nim. To jest walka bez znieczulenia - żadne tam "nicorette"- i bez taryfy ulgowej dla przeciwnika, tzn. bez taryfy ulgowej dla Ciebie. A wygrać tę walkę warto choćby tylko po to, by dowartościować samego siebie.
Internauta

Motto: "Należę ponoć do "grona odtrutych" - pewien nie jestem, lecz tak mi się zdaje..
Nie wiem co moc ciemna znowu mi szykuje, ale znam jej drogi i znam jej zwyczaje".

Uwaga! To jest archiwalny artykuł. Może zawierać niaktualne informacje.