Nowe życie po przeszczepie

2010-03-31 00:00:00

Teresa Popko-Kantecka, emerytowana lekarka, uratowała życie wielu ludziom. I jej ktoś uratował. — Po przeszczepach zaczęło się dla mnie nowe życie — mówi lekarka.

— Do tej pory trudno mi było opowiadać komuś o przeżyciach związanych z przeszczepem. Ale postanowiłam podzielić się tym doświadczeniem z czytelnikami "Gazety Olsztyńskiej", żeby pokazać ludziom, jak ważna jest idea transplantacji i że dzięki niej dostałam nowe życie — mówi pani Teresa, obdarowując nas pomarańczową bransoletką z napisem "Porozmawiajmy o transplantacji".
Pani Teresa skontaktowała się z naszą redakcją, po tym, jak kilka tygodni temu opisaliśmy w "Reporterze" historię dwóch olsztyniaków: Zenona Stadnika, który żyje z przeszczepionym sercem i nerką oraz Jerzego Napiórkowskiego po przeszczepie nerki.

Po szczepieniach cukrzyca
Teresa Popko-Kantecka urodziła się w Białymstoku i tam ukończyła Akademię Medyczną. Potem przez wiele lat pracowała w szpitalu wojewódzkim w Olsztynie.
— Na początku lat 70. we Wrocławiu pojawiły się ogniska cholery. Zaczęto tworzyć szpitale epidemiczne i ja, jako młody lekarz, znalazłam się w obsadzie jednego z nich — wspomina dr Popko-Kantecka. — Musiałam przyjąć kilka dawek szczepionki przeciw cholerze. Już po pierwszej bardzo chorowałam. W 1973 roku miałam ostatnie szczepienie. Zdałam specjalizację z chirurgii ogólnej, a w sierpniu rozpoznano u mnie cukrzycę.

Od 1976 roku pani Teresa zaczęła przyjmować insulinę. Opowiada, że pomimo choroby, pracowała na oddziale chirurgii bez żadnych ulg, bez użalania się nad sobą.
— Chirurg ma bardzo stresującą, ale i satysfakcjonującą pracę. Chorego przywożą na oddział, a wychodzi na własnych nogach — mówi pani Teresa. — Zdarzało mi się pracować i sześć dni pod rząd! A w tym czasie choroba rozwijała się, bo nie miałam czasu ciągle pilnować poziomu cukru we krwi. Przekonałam się, że cukrzyca to straszna choroba, która ciągle się rozwija i niszczy wszystkie narządy. Atakuje oczy, nerki, naczynia, nerwy i serce — mówi lekarka. — Miałam jaskrę, zaćmę, zapalenie nerwów i naczyń. Gdy zaczęłam mieć dolegliwości ze strony nerek, zajęła się mną doktor Maria Napora z ośrodka nefrologii. W pewnym momencie zaczęła mnie przygotowywać do dializ, których bałam się jak diabeł święconej wody.

Cieszyłam się, że uniknę dializ
Gdy wyniki pracy nerek były już bardzo złe, pani Teresa postanowiła zasięgnąć porady u prof. Marka Durlika ze szpitala MSWIA w Warszawie. Opowiada, że natychmiast wykonano jej potrzebne badania i zakwalifikowano do przeszczepu nerki i trzustki. 30 marca 2007 roku doktor Popko-Kantecka znalazła się na ogólnopolskiej liście biorców, a dokładnie dwa i pół miesiąca później była już po przeszczepie obu narządów!
— Już 14 marca o godz. 22 dostałam telefon z informacją, że następnego dnia o siódmej rano mam być w szpitalu w Warszawie. Jadąc na tę operację, w ogóle się nie zastanawiałam, czy przeszczep się przyjmie, czy będę żyła. Tylko cieszyłam się, że uniknę dializ, bo ludzie chodzą na nie po siedem, dziesięć lat — mówi pani Teresa. — Do głowy mi nie przyszło, że jestem za stara na taki przeszczep. Ale słyszałam, że graniczny wiek kwalifikowania do przeszczepu to 60 lat, a ja miałam wtedy 66. Jednak po badaniach okazało się, że biologicznie jestem co najmniej o dziesięć lat młodsza. Mam dobre geny, w rodzinie ojca wszyscy dożyli minimum dziewięćdziesiątki. Chyba dlatego lekarz odważył się zrobić mi ten zabieg.

Coraz więcej przeszczepów
W ubiegłym roku o prawie 20 proc. wzrosła liczba przeszczepów szpiku kostnego od osób niespokrewnionych i o 60 proc. zwiększyła się baza potencjalnych dawców — pokazuje raport Poltransplantu. W 2009 roku u 193 chorych na białaczkę przeprowadzono przeszczep szpiku od osób niespokrewnionych. To najlepszy wynik w ostatnich latach. W polskiej bazie pojawiło się kolejnych 30 tys. potencjalnych dawców. Obecnie jest ich 88 tysięcy, jednak polska baza dawców stanowi zaledwie 1 proc. zasobów bazy światowej.
Z chorobą trzeba walczyć do końca
Od tamtej pory pani Teresa ma... trzy nerki i dwie trzustki. Dlatego mówi, że zabieg, jaki przeszła, powinno się nazywać "doszczepem", bo przecież jej własnej nerki ani trzustki lekarze nie usunęli. Nie chciała wiedzieć, kim była osoba, której narządy dostała.
— Wiem tylko, że dostałam je od kobiety. Nie chciałam znać szczegółów, żeby to za mną nie chodziło — wyjaśnia pani Teresa. — Po tej operacji było mi bardzo ciężko. Drugiego dnia po zabiegu dostałam obrzęku płuc. Musiałam być dializowana, bo na początku nerka nie chciała podjąć pracy. Na szczęście, dzięki wysiłkom lekarzy, wszystko skończyło się szczęśliwie. Byłam wtedy prawdopodobnie najstarszą kobietą, której przeszczepiono narządy. Mój przykład pokazuje, że nie wolno się poddawać. Trzeba walczyć do końca, nawet z taką bezwzględną chorobą.

Bo dobro wraca
Obecnie pani Teresa ma 69 lat. Dzięki nowej trzustce, emerytowana lekarka nie przyjmuje już insuliny i nie pilnuje ścisłej diety. W ostatnim czasie przed przeszczepem nie mogła jeść mięsa ani wędlin. Mówi, że żyła na kanapkach z pastą z tuńczyka... Teraz, dzięki nowej nerce, pani Teresa może się obyć bez uciążliwych i czasochłonnych dializ. Średnio co dwa, trzy miesiące pacjentka jeździ do Warszawy na kontrolę. Mówi, że po przeszczepie zaczęła żyć na nowo.

— Cieszę się, że jeszcze trochę pożyję bez rygorystycznej diety i dializ — mówi pani Teresa ze łzami w oczach. — Jeśli cokolwiek dobrego się zrobi drugiemu człowiekowi, to dobro wcześniej czy później wraca. Gdy ratowałam życie moim pacjentom, nie przypuszczałam, że i ja będę kiedyś potrzebować pomocy chirurgów. I że tak szybko ta pomoc przyjdzie...

Pani Teresa mówi, że teraz czeka na wiosnę. Gdy tylko zrobi się ciepło, jak co roku, wraz z mężem, na kilka miesięcy przeprowadzi się do domku letniskowego nad jeziorem koło Pasymia. Tam, aż do jesieni, będą chodzić na spacery i łowić ryby, łapać energię na zimniejsze miesiące.
Grzegorz Kantecki, mąż pani Teresy, dodaje:
— Nie wszyscy wiedzą, że po przeszczepie można normalnie żyć, co pokazuje nie tylko przykład mojej żony. Słyszeliśmy o górniku, który po przeszczepie wrócił do pracy pod ziemią. A nasz sąsiad, który też miał taki zabieg, jeździ ciężarówką.
Agnieszka Deoniziak
Uwaga! To jest archiwalny artykuł. Może zawierać niaktualne informacje.